26 sierpnia 2026
W wileńskim oknie portalu, kilka minut spacerem od Ostrej Bramy, o każdej porze dnia ktoś macha do kogoś, kogo nigdy nie pozna. Po drugiej stronie może być Manila, Filadelfia albo Lublin.
Za tym pomysłem stoi Benediktas Gylys, litewski przedsiębiorca, który jeszcze dekadę temu prowadził firmę i, jak sam mówi, "wciąż szukał głębszego sensu życia". Zwrot przyszedł nagle. Poczuł, że cała ludzkość jest jedną rodziną, która się rozdzieliła, i że ktoś musi ją połączyć na nowo. Dziś takich okien jest siedem, na czterech kontynentach, a ósme powstaje właśnie w Azji. I paradoksalnie to właśnie ta prostota robi wrażenie. Mieszkańcy Wilna oraz turyści, z którymi rozmawia Klaudia Kowalczyk, przyznają, że świat po drugiej stronie wydaje im się nierzeczywisty - nie da się go dotknąć, przytulić, zrobić mu zdjęcia. Zostaje tylko obecność.
W Manili ludzie pokazują azjatycki gest serca. W Filadelfii - sylwetkę ptaka, nawiązującą do miejscowej drużyny futbolu amerykańskiego, Eagles. Gra w papier-kamień-nożyce, wspólna fala jak na stadionie, symbol "67", który, jak mówi Gylys, rozpoznają ludzie na wszystkich kontynentach.
W lubelskim oknie projektu koordynatorka, Anna Poniatowska-Kosicka z Ośrodka "Rozdroża", zwraca uwagę na coś jeszcze: mimo że każdy nosi w kieszeni telefon, z którego może zadzwonić do drugiego końca świata, ludzie i tak wybierają portal. Umawiają się na konkretne godziny, żeby zobaczyć bliskich mieszkających daleko. Czasem ktoś zaczyna taniec, a osoba po drugiej stronie ekranu, zupełnie obca, po prostu go podchwytuje.
Gylys szacuje, że tylko ułamek procenta ludzi na świecie kiedykolwiek zobaczy portal na żywo. Reszta poznaje go z nagrań na TikToku i Instagramie: memów, śmiesznych ujęć, które żyją własnym życiem w sieci. Ideę połączenia, jak mówi, spełnił w 100 procentach.
Więcej w relacji Klaudii Kowalczyk:
Klaudia Kowalczyk